Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzając jej stan wiejski, nie stały się jej nadal szkodliwemi. Żądał więc nawzajem, ażeby biegła w gospodarskich zatrudnieniach Małgosia, Emilkę powoli z niemi oswajała; dla Małgosi zaś, odwiedzanie matki, i pomaganie jej w wolnych momentach w poruczonych jej obowiązkach, najmilszą były nagrodą.
Z zadziwieniem w Brzoznowie znajdowano Małgosię coraz lepszą, posłuszniejszą dla matki, uleglejszą dla panny Kunegundy. Z ochotą już nawet, choć ze skromnym rumieńcem, odpowiadała Małgosia na każde pytanie, dające pole rozwinięcia użyczanych jej przez młodą nauczycielkę wiadomości. Ale ta, pierwsza obudziwszy jej duszę, dotąd samą bojaźnią skrępowaną, pierwsza także do jej umysłu i przekonania skutecznie trafić umiała. Jej dobrocią odżywiony charakter Małgosi, zupełnie inną wziął postać; tak, jak ciepłem tchnieniem odmarznięta rzeka, zamiast sinej ściśniętej mrozem powierzchni, tysiącznych, w swem łonie zawartych już nie ukrywa skarbów.
Gdy coraz więcej i Emilka do swojej młodej uczennicy, i ta się do niej przywiązywała, przeszła nareszcie całkiem Małgosia do Topo-