Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gnowała chorych, w szpitalu przez nią dla słabych wieśniaków założonym, lub z poczciwym bakałarzem, pracą uczenia ich dzieci z największą słodyczą i cierpliwością się zatrudniała.
Znalazła wkrótce Emilka w tejże dozorowanej także pieczołowicie przez Wojewodzinę szkółce, nowy cel dla siebie najmilszego zajęcia.
Była tam, między najniepojętniejszemi uczennicami młoda Małgosia, córka poczciwej Wojciechowej, dawnej piastunki Władysława, a teraz gospodyni Wojewodzinej, trudniącej się przy pomocy młodej Czeszki, chodowaniem pięknego jej szwajcarskiego bydła. Żaliła się często Wojciechowa przed Emilką, iż Małgosia późno zacząwszy się uczyć, i zahukana pierwej przez wychowującą ją Pannę Kunegundę, choć dwoma latami starsza od Emilki, niczego się uczyć nie chciała, mimo wszelkich nieszczędzonych kar i napomnień. Mówiła o tem nie raz ze smutkiem ciotce, szczerze kochająca Małgosię, Emilka. Widząc ją nareszcie raz na popisie szkółki, po ponurem zacięciu się, uporczywie milczącą, pomimo wszelkich gróźb, i potem nie źle odpowiadającą, łagodniejszemu przyjaciel-