Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiem do miasta ją zbliżającym; gdy tymczasem smutek dwóch dziewczynek za ręce się trzymających, coraz pomnażać się zdawał.
Zastanowił się nareszcie powóz, przeprzężono konie. Odezwał się mocno w ojcowskiem sercu Pana Sławińskiego, głuchy jęk, z którym go Zofia pożegnała, i jeszcze długo z płaczącą Emilką stał zamyślony na gościńcu, kiedy wznoszący się z daleka tuman kurzawy, ostatnie już tylko szybko oddalającej się landary, oznaczał ślady.
Ulżyły żalowi Pana Sławińskiego, chęć rozerwania Emilki, i uprzejme przyjęcie pozostałej w domu siostry; widok atoli próżnych, i sianem jeszcze po pakowaniu napełnionych pokoi żony, które uprzątano, mocno mu serce ścisnął, córki łzy ponawiając.
Rozeszli się wszyscy w wieczór wcześnie, pod pozorem wypoczęcia po szybkiej podróży. Nazajutrz odwiedzili Wojewodzinę, którą mało widywali podczas bytności na wsi, nie lubiącej jej Pani Sławińskiej; a trzeciego dnia wszystko do swego dawnego porządku wróciło.
Odebrano niedługo list uprzejmy od Delfiny z podarunkiem dla Emilki, i czułym i szczegó-