Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łowym do niej listem siostry. Odpisała jej wiernie, rozrzewniona Emilka. Drugi list Zofji już był obojętniejszy; listy matki znów rzadsze; i tak wkrótce widać było gasnące ostatnie iskierki nieutrzymywanego ognia. Niedługo, korrespondencya między małżonkami, nieczęstsza jak dawniej, spomnienia dzieci o sobie, tylko koło imienin, i przysyłane nawzajem ładne hafty od Zosi ciotce, i początkowe rysunki Emilki matce, ostatnim jeszcze śladem pozostały ledwo odznaczonej, zaczynającej już zarastać pomiędzy niemi, ścieszki. Sąsiedzi zaś i znajomi nie znajdując ani wzmianki o sobie w listach Delfiny do męża, mimo tylu uczynionych jej grzeczności, i nie odbierając, ani obiecanych przez nią desseni do haftowania, ani wzorów na stroje o które prosili pannę Rozalią, przestali mówić o Pani Sławińskiej; zaczęli znowu kochać, równie zawsze uprzejmą Emilkę, i bytność Delfiny, wnet jak sen tylko, w Topolówce spominana była.
Upłynęło tak siedm lat. Już Zofia dziewietnasty, a Emilka siedmnasty rok liczyła. Ten przeciąg czasu rozwinął zupełnie obadwa charaktery, i różność ich wykazał. Delfina nie-