Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sznie przygotowania ucieszona Panna Rozalia. Delfina podwoiła uprzejmości, dla zostawienia o sobie pochlebnego wrażenia w Topolówce; tyle będąc wewnątrz szczerze poruszoną prawdziwym żalem Emilki, ile była mocno oburzona ponurym smutkiem, blizkim rozpaczy, malującym się na twarzy Zofji, z goryczą utrzymując, iż ukrócenie zbytniej dotąd wolności, i powrót do licznych lekcyi w stolicy, jedyną tego były przyczyną.
Nadszedł nareszcie dzień odjzadu. Delfina, przeciwnie swemu zwyczajowi, rano wstała i hojnie wynagrodziwszy wszystkich ludzi w Topolówce, której się nie spodziewała tak prędko oglądać; nie mogła nie przyjąć rannego tam jeszcze obiadu. Pan Sławiński albowiem obiecywał czas opóźnienia wynagrodzić posłaniem o trzy mile koni na przeprząg, chcąc jeszcze nieco Delfinę z Emilką odprowadzić.
Szybko jednak, choć uprzejmie przyspieszała odjazd Pani Sławińska, i zaraz po wstaniu od stołu, wszyscy wyjechali. Ściskało się serce Edwarda, widząc mimo pozorów przystojności, które zawsze Delfina zachować chciała, podwajającą się jej wesołość: za każdym kro-