Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziewczynka, której rzeczywiście to nowe zatrudnienie (jak to pospolicie bywa w tym wieku) rozpędziło smutek, i zachęcona przez ojca żywo i dowcipnie na zapytania Pani Unieckiej odpowiadała. Zajęli się nią wszyscy wkrótce z upodobaniem, tak, jak się z przyjemnością słucha, naturalnych dźwięcznych tonów słowika, po mądrze przez wyuczonego kanarka wyexekwowanym kurancie. Delfina mocno cierpiała, i gdyby nie zręczność Pani Mielińskiej w skierowaniu znowu rozmowy ku muzyce, dająca jej sposobność wspomnienia przy fortepianie ulubionych tańców w stolicy, i kilku najnowszych aryi; nie byłaby już mogła utaić dłużej swego nieukontentowania. Zosia nawet, dzieląc już to przykre uczucie, pierwszy raz idąc spać, z niecierpliwością syknęła, gdy Emilka mówiąc jej (jak zwykle) dobranoc, serdecznie obydwoma rączkami objąwszy, do siebie przycisnęła.
Nazajutrz skoro świt goście wyjechali. Delfina skarżąc się na ból głowy, później jak zawsze zeszła. W kilka dni potem, odebrany list z Warszawy, donoszący o ukończeniu odświeżonego appartamentu, podał jej miłą sposobność zapowiedzenia swego wyjazdu. Poczyniła spie-