Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


iżby jeszcze spały na tak piękny poranek, weszła do nich.
Niemogła spostrzedz zaraz, w zaciemnionym pokoju, obwiązanej spiącej matki; trafiła jednak od razu do łóżeczka Zosi, spiącej obok, w pokoju panny Rozalji i czule ją pocałowała.
Obudziła się z początku nieco przestraszona Zosia; lecz poznawszy siostrę i widząc wszystkich koło siebie w głębokim śnie pogrążonych, zachęciła ją do pozostania z nią, a sama usiadłszy w kuczki, i zrobiwszy jej miejsce na łóżku, zaczęła z nią rozmawiać. «Może będziesz pacierz mówić?» — zapytała jej się Emilka. — «Nie, to nie pilno,» — odpowiedziała Zosia, — «ja zawsze mówię francuzki z mamą, wtedy gdy się ubiera, albo z panną Rozalią; ale, że ta rzadko ma czas i często do niej rano przychodzi Pan Grzegorzewski, z którym bardzo lubi rozmawiać, lub z pokoju wyszedłszy, samej mi się każe modlić; nie mówię go czasem aż do wieczora; pogadajmy więc sobie.» Nie mogła tego zrozumieć Emilka; ponieważ ją jednak ciotka nauczyła, niczemu się powierzchownie nie dziwić w wychowaniu Zofji, i nie mówić o tem tylko z nią: po niejakim przeto milczeniu, zno-