Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wu rozmawiać z siostrą zaczęła. Pytała jej się już Zosia o ogródek, o agrest, i o baranka, zapewniając ją uciszonym głosem, że byłaby się chętnie niemi bawiła, tylko się bała panny Rozalji, która ją i tak, podczas przebierania, wyburczała. Dodała Zosia atoli, iż pomimo tego, Panna Rozalia często dla niej dobrą była, i w sekrecie przed matką jeść dawała. Jeszcze to mocniej zdziwiło Emilkę.
Poruszenie budzącej się panny Rozalji, było powodem Zosi do zaklinania siostry, ażeby odeszła. Zosia się ułożyła jakby spala, a Emilka cicho się wyślizgnęła i drzwi zamknąwszy pobiegła do ciotki. Ta pierwszy raz na czynione przez nią uwagi, w krótkości jej odpowiedziała; iż nienależało o tem mówić, gdyż wiele jest odcieniów pomiędzy wsią a miastem i różnemi wychowaniami, które dopiero późniejszy wiek i dojrzalszy rozsądek sprawiedliwie ocenić mogą; i że nadewszystko przed sądzeniem o nich, trzeba szanować rodziców. Zrozumiało to, choć nie umysł, ale serce Emilki. Uściskała ciotkę i poszedłszy na dobrydzień do ojca, czułemi swemi pieszczotami, pozostałe jeszcze na jego umyśle rozpędziła chmury.