Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mie rękę wysadzającemu ją z powozu mężowi, z ciekawością zaś i niejaką obawą uściskała rzucającą się serdecznie w jej objęcia Emilkę. Spojrzała potem z zadowolnieniem na Zosię, którą z macierzyńską dumą przedstawiała ciotce, z powabną, lecz udaną uprzejmością z nią się witając. Emilka tymczasem, serdecznie uściskawszy siostrę, z nieznanem sobie dotąd uwielbieniem, przypatrywała się jej piękności, strojowi i ułożeniu; podczas, gdy stojąca opodal z szyderskim uśmiechem Panna Rozalia, dumnie szafarkę wołała, dla pokazania jej appartamentu Pani przeznaczonego. Zaczęto powóz rozpakowywać; wszyscy poszli do pokoju, i tam dopiero mogły się rozwinąć, wzruszenia w pierwszym momencie tłumnie tylko doświadczane.
Częste pytania Edwarda, na które ledwo czekał odpowiedzi, dowodziły jego pomięszania. Delfina ciekawem okiem oglądała wszystko, badając jakie w czem zaszły zmiany; Pani Mielińska wyszła, a Zosia układnie, cichym głosem, broniła się natarczywej Emilce, chcącej jej od razu i baranka darować i wszystkie zabawki pokazać.