Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wróciła nareszcie Pani Mielińska; dano herbatę i owoce, a brzęk filiżanek i gromadzenie się koło jednego stolika, pokryły pomięszanie i zastąpiły na moment stygnącą rozmowę. Jakże ona się albowiem trudną i bolesną staje z temi, z któremi dawniej najpoufalej się było, a jest teraz zupełnie obojętnie; dla których długi przeciąg czasu, inne nawyknienia, nowe towarzystwa, świeższe związki, mimo błąkających się dawnych wyrazów przywiązania, zupełnie nas obcemi uczyniły.
Przyzwyczajenie nieprzeszkadzania żadnemu ogólnemu zatrudnieniu, przytłumiło na moment gościnność Emilki. Skoro tylko herbatę wyniesiono, podwoiła natarczywości z Zosią która patrząc bokiem na Panią Sławińską, i czyniąc sobie z swego posłuszeństwa zasługę odpowiadała jej głośno: «że nie zwykła matki na moment odstępować.» Ucieszona tem Delfina, dodała z zadowolnieniem, jak zwykła była czynić w mieście: «moja córka nigdy się prawie zemną nie rozłącza.» Na te słowa: «moja córka» przytuliła się do niej Zosia całując jej rękę z przymileniem, Emilka się zarumieniła i łzy jej w oczach stanęły; Pan Sła-