Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stkie jej małe w tej mierze przygotowania, nieustannie towarzyszyły większym w domu na przybycie matki czynionym; tak, jak często w pięknym letnim wieczorze, widziemy jednym powiewem wiatru poruszone, wysoko na górze stojący wiatrak, i mały młynek przez dzieci w piasek wetknięty.
Nadszedł nareszcie dzień, cel tylu zabiegów, obaw i nadziei. Z troskliwością domykał Edward, rąbkowe w Delfiny pokoju okien zasłony, zapobiegając wnijściu komarów, i już po czwarty raz Pani Mielińska z lekkiem napomnieniem, gromadziła pod grzebień ulatujące z pod niego gęste Emilki włosów pierścienie; gdy nagle trzaskanie z bicza, szczekanie psów i wpadnięcie do pokoju zadyszanej szafarki, przyjazd Jejmości oznajmiły. Wyszli wszyscy tłumnie na jej powitanie, i wnet ją przyjeżdżającą ujrzeli.
Zajechała z trzaskiem elegancka landara. Wysiadła z niej piękna trzydziestoletnia osoba, śliczna jedenastoletnia dziewczynka i równająca się im strojem, a szczególniej tonem Panna Rozalia ich służąca. Odrzuciła z gracyą Pani Sławińska muszlinową zasłonę: podała uprzej-