Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przód pojechała, miała czas urządzić, jak najdogodniej nowe pomieszkanie dla Pani Sławińskiej, między Milinem i Brzoznowem utworzone.
Delfina tymczasem, której mąż najął dom, daleko od zamieszkanej dawniej przez nią ulicy, widząc odmienną zupełnie jej postać, nie tyle przykrych ile się spodziewała, znalazła spomnień. Nowość jej połączenia z mężem, wszystkich z początku zwróciła uwagę; ale, że Państwo Sławińscy przyjeżdżali z Paryża, byli bogaci, przyjemny dom utrzymywali, wkrótce zaczęli jedni szczerze, drudzy pozornie, lecz wszyscy jednogłośnie, męża chwalić, żonę bronić, obojga dobre przymioty wysławiać, i winę tak długiego ich poróżnienia (jak to zwykle bywa), na zmarłą tylko rzucać Hrabinę.
Unoszono się nawet sentymentalnie, nad ciągłem staraniem z którem Delfina unikała domu przez ciotkę i Zofią dawniej zamieszkanego, i wszystkie bale i fety nieszczęśliwą córkę jej przypominające. Pojmowały to z czułością wszystkie matki, które jedne tylko, Zofię w Warszawie spominały, przywodząc jej los na pamięć, niebacznie chcącym ją naśladować towarzyszkom.