Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zajechał wkrótce, przed niegdyś tak wesoły, a teraz czarną chorągwią zasmucony dom, gdzie zmarłej Zofji ciało odwiedzano. Szły z ciekawością, głośno i wesoło rozmawiając, różnych stanów osoby, które wkrótce potem, modląc się, lub w milczeniu głową potrząsając, ztamtąd wychodziły, zastanawiając się z goryczą, nad marnością nadziei i dóbr światowych. Wśród odświeżonego na jej wesele pokoju, ozdobionego żółtem obiciem w arkady z kwiatów, leżała Zofia na katafalku, w przeznaczonym do szlubu ubiorze, na pozór śpiąca, lekko zarumieniona, i piękna, jak wdzięczny młodości posąg Kanowy. Naokoło niej stały duże, pogrzebowe świece w bronzowych balowych świecznikach, i piękne w wazonach kwiaty, przez nią pielęgnowane, które ją przetrwały!!... — Niedaleko zawieszono powabny jej, w greckim stroju obraz na wpół przykryty, jako i obicie czarnym kirem, którym okna całkowicie zasłonięte były.
Z drugiej strony domu, w pięknie dla Zofji urządzonym, a teraz ogołoconym appartamencie, gdzie jeszcze widać było na oknie flaszki od parfum, i drugie zaczęte z lekarstwami,