Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i lękając się że i to jeszcze straci dziecko, wyrzekła cicho: «Emilio! — i wyciągając ku niej drżące ręce, z głębi duszy potem zawołała: — moje dziecie! — gdyż, moja córko! wymówić już nie mogła. Padła Emilia przed nią na kolana. Uściskała ją matka, łzy obfite jej się puściły. «I ty ją żałujesz! — rzekła potem, obracając się do męża, płaczącego rzewnie; i znajdując ulgę, w wespół z nim dzielonem cierpieniu, wsparła głowę na jego ramieniu. Wiadomość o śmierci Hrabiny, którą jej wtenczas udzielono, już nie zdołała nawet nic przydać do jej żalu.
Władysław jednak, pojechał pocztą do Warszawy, ostatnią Zofji oddać usługę. Wszystko w drodze i wjeżdżając do Warszawy, raziło jego oczy i serce; i jasność słońca, i piękność dnia, i spotykane młode osoby, i dzwony kościelne, i nareszcie zwykły wesoły ruch, równie jak dawniej stolicę ożywiający. Z przykrością spotykał śpieszące zewsząd powozy na teatr, lub idące powoli na przechadzkę do ogrodów publicznych wystrojone osoby; gdyż w żywej boleści, życzemy, aby i natura i ludzie, i świat w zwykłym mogły nie zostawać porządku.