Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszelka lękliwość charakteru, znika przed obawami serca.
Położyła się spać Pani Sławińska myśląc jeszcze o Zofji, i śniła jej się w całym uroku powabnych lat dziecinnych, na smentarzu za motylem się uganiająca. Ucieszyła się Delfina, gdy obudziwszy się przypomniała sobie: iż jej wróżka niegdyś podobny sen wytłomaczyła, z zapewnieniem: iż Zofia uniknie wszelkich w życiu chorób i nieszczęść, i do najpóźniejszych lat, przy najczerstwiejszem zdrowiu i najdoskonalszem szczęściu dojdzie. Z ukontentowaniem porównywała tę przepowiednią, z podobną wędrującego kuglarza wróżbą. Wstawszy więc raniej i wesoło, zeszła szybko, przeciw swemu zwyczajowi, przed kąpielą jeszcze, do bawialnego pokoju, gdzie się o tej godzinie zwykle na śniadanie zgromadzano.
Nie zastała tam nikogo; ujrzała tylko napełnione kawą filiżanki nietknięte, i leżącą na ziemi próżną kopertę z czarną pieczątką, pod adressem Władysława. Serce jej mocno bić zaczęło, pomyślała o ciotce, i spostrzegła wkrótce, przez szklanne drzwi do ogrodu, Władysława w największem pomięszaniu z poczty-