Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mnieć imienia małej wioski, pod którą żywo się ucierał z broniącemi swej ziemi mieszkańcami, haniebnie od nieprzyjacioł, Brygantami zwanemi. Powiedział mu je z żywością Bonifrater kwestarz, skromnie przy drzwiach siedzący, którego Emilia gościnnie winem i ciastem częstowała. To spomnienie, tak zadziwiające, w człowieku tego stanu; głos znany Bronisławowi; twarz, którą sobie zaczął przypominać, wszystko to, żywą ciekawością go przejęło. Wstał, poszedł ku poczciwemu kwestarzowi; ten równym pociągiem tknięty, zbliżył się także ku niemu, i poznał w nim z zadziwieniem Bronisław, jednego z najwaleczniejszych w tenczas żołnierzy, swojej kommendy.
«Mości Kapitanie — rzekł mu Bonifrater, po dawnemu go jeszcze nazywając: — wiele widziałem; zwiedziłem dużo krajów; byłem świadkiem wielu świetnych czynów; wielu przeżyłem godnych wiecznej chwały mężów; wiele widziałem pobojowisk po zwycięztwie; tęschno mi było bez wojny i sławy, a smutno spominając co po nich następuje, i wstąpiłem do tego zakonu, w którym miło mi Bogu służyć, i być