Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nadjechała niebawnie druga w zupełnie innym rodzaju wizyta, prawdziwie wszystkim sprawiająca ukontentowanie. Odwiedzał ich albowiem nowy sąsiad, znany nam już dawniej Podpułkownik Bronisław, który wziąwszy dymisyą, ożenił się w Krakowie i zostawiwszy żonę u krewnych, przyjeżdżał sam objąć, nowo nabytą za jej posag, okoliczną wioskę. Rozmawiał żywo z Panem Sławińskim, bawiąc się, dawnym zwyczajem, pozostałem! jeszcze wąsami, o swoich gospodarskich zamysłach: takim pragnąc być dobrym i skrzętnym gospodarzem, jakim był niegdyś odważnym i akuratnym żołnierzem.
Opisywał potem Pani Sławińskiej, piękne dwie fety dawane tego roku w Krakowie, na korzyść dobroczynności. Jedna z nich, przedstawiała najpiękniejszą galeryę żyjących obrazów, z historyi Polskiej wybranych, w urządzonych na ten przedmiot Sukiennicach. Druga zaś feta, w oświeconych podziemnych Wieliczki gmachach dawana, czarodziejski łączyła widok dyamentowo-błyszczących skał i filarów solnych, tej sklepionej przestrzeni, i płynącej na ciemnem w pośród nich jeziorze, oświeconej z muzyką łódki.