Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oczy z podwójnem się nią zajęciem, od czasu jak była zaręczona, i męzczyzni i młode osoby życzące iść za mąż, i matki panien na wydaniu, pierwszeństwa jej w tej mierze zazdroszczące. Chciała Zofia zawstydzić Adolfa i zalotną Leokadyą. Tańcowała pięknie i ulotnie, jak nadpowietrzna istota; przytomność matki, w niczem już jej wesołości i żywości dowcipu nie ćmiła. Osiągnęła cel pożądany; zakochał się w niej na nowo Adolf, na widok zazdroszczących sobie spółzalotników, i po urojonej heroinie melodramu, Zolla prawdziwą następującego po nim balu została. Upojona próżnością, zmęczona i bez tchu prawie, po przedłużonym walcu, usiadła na sofie pod otwarłem oknem, przypatrując się pięknej illuminacyi powtarzającej się w wodzie. Napiła się z roskoszą w tej chwili chłodzącego napoju, którego jej zawsze matka po tańcu usilnie wzbraniała.
Przypominała to sobie Zofia z lekkim wyrzutem sumienia, uczuła wewnętrzny dreszcz i przypisując to zbyt raptownem ochłodzeniu, chciała pójść w taniec, dla zapobieżenia szkodliwym skutkom. Długi jednak, ochoczy po walcu rozpoczęty mazur nie zdawał się kończyć.