Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dowi żwawe i skoczne mazury. Dla odpoczynku utworzył się po nich kontredans, ten starannie urozmaicony taniec, który dla widzów jest zawsze miłym balu epizodem. Wszyscy się cisnęli dla przypatrzenia mu się z blizka, i mało go można było widzieć.
Opuszczone damy, które już nie figurowały, zaczęły ziewać, skarżyć się na gorąco, i dla zadowolnienia ich, jako i zajęcia jak najwięcej tanecznic, stanął potem długi anglez, ten jednostajny i ulubiony taniec Albionu, w którym tanecznica uciekając jak młoda łania, przed goniącym ją tanecznikiem, wraca, oddala się, znika i znów powraca, jak rym powrotny, zakończający każdą strofę miarowej pieśni. Czyż się nie zdaje widzieć zarówno w tych nagłych zwrotach, obraz czułego serca, wahającego się pomiędzy znajomością ludzi i chęcią ich kochania, które kolejno, unikania i powrotu do nich czuje potrzebę?
Po anglezie nastąpił powtórnie szybko walc, dla wskrzeszenia wesołości, nieco już stygnącego balu. Zajaśniała na nowo Zofia, jak błyszcząca gwiazda, po lekkiem zaćmieniu z pod chmury świetnie wschodząca. Zwrócili na nią