Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cyfrą, a nikt zerem nie mieni w tak wielkiej ilości. Zaczęto poprawiać suknie, odświeżać stroje, turbować się czy wilgoć nie rozkręciła włosów. Zasięgano obok siebie rad przyjacielskich, lub surowych sądów bezpostronnej krytyki dla oświecenia się w tak ważnym przedmiocie.
Dała się słyszeć w pałacu huczna balowa muzyka. Udały się wesoło, lekkim już prawie krokiem tańca, spragnione tej zabawy młode osoby. Szły za niemi wolniej starsze, jeszcze rozmawiając o widowisku. Zapełniono wkrótce przygotowaną salę do balu. Stanął w wieniec w pośród niej, poważny taniec narodowy. Patrzyli na niego ze smutkiem ludzie dawnych czasów, żałując szlachetnej godności, niegdyś go znamienującej, którą stracił od czasu, gdy goszczący wśród nas cudzoziemcy, nie mogąc się do niego zastosować, chodzącą tylko nazwali rozmową. Przypatrywali mu się ciekawie ci, którzy go uważali jako katalog balu, rozwijający przed nimi, w całej swej świeżości, liczbę tanecznic i rozmaitość ich ubiorów. Nastąpił po nim żywy walc, dla nadania od razu ruchu balowi: potem ulubione naszemu naro-