Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nych i kwiatami uwieńczonych nadobnych tanecznic, wydawały się jak nimfy lub młode Grecyi dziewice, zabierające się obchodzić uroczystość bogini wdzięków lub kwiatów. Miły chłód wieczorny i piękny zachód słońca powtarzający się w wodzie, uprzyjemniały tę piękną scenę. Zmierzch wieczorny, wszystko atoli pokrył jednostajną szatą; tysiąc gwiazd zajaśniało na zaciemnionym niebios lazurze; zniknęła różność kolorów, same cienie zdawały się przechadzać po miłych Elizejskich polach; i już tylko słychać było, szmer spacerujących i urywki na różne strony prowadzonych rozmów.
Wkrótce, jak czarami, piękny pałac w ogniste zajaśniał kolumny; drugi taki sam, wśród wody zdawał się wznosić. Zaczęto się garnąć ku teatrowi, który się także coraz bardziej oświecał. — Zapełnił się Amfiteatr. — Otoczono bliższe brzegi kanału, śmielsi nieproszoni widzowie, na szczyt się nawet drzew pięli, a tysiączne ze wszech stron błyszczące lampy, niemniej piękny widok tworzyły, oświecając amfiteatr napełniony damami w balowym stroju, których wieńce i bukiety, funtastycznemi z kwiatów uplotami, zdawały się łączyć.