Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wnet początek widowiska wszystkich ściągnął uwagę. Zajęła najprzód, kierująca zręcznie swem czółnem piękna Ellena, która, lekko na swojem wiośle wsparta, wołała ojca, a potem trwożliwie kochanka, którego imie ledwo przez usta wymówione, z serca się tylko wstydliwie przedzierać zdawało. Dał się potem słyszeć w statkach napełnionych lennikami Rodryka, wojenny śpiew Klanu Alpina. Najbardziej zaś podobały się, scena, w której nieznany Rycerz z Snowdonu zastaje w grocie lubą Ellenę zajętą pobożnem pieniem z dźwiękiem harfy wznoszącem się ku niebu, i ta, w której przy zakończeniu, Król otoczony świetnym dworem, odbierając swój pierścień, łączy złotym łańcuchem ręce Elleny i Malkolma.
Już się skończyło widowisko, a liczne po niem jeszcze szerzyły się oklaski. Wnet uwaga na bal przybyłych gości, tak długo od siebie samych oderwana, zaczęła się zwracać ku myślom osobistego figurowania. Zapomniana próżność na chwilę, wróciła do zwykłego sobą zajęcia; gdyż każdy na tym świecie, choćby w największym tłoku, sądzi iż osobiście figuruje i szczególniej jest uważany, i każdy się