Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rozpierali lub tłocznie siedzieli, niedzielnych widowisk bezpłatni widzę; gdy tymczasem, mały za niemi, mimo ich wiedzy, siedzący chłopiec, cieszył się figlarnie ze zdobytego miejsca, sadowiąc się w niem jak na pozyskanym tronie. Obok z obydwóch stron drogi, przechadzało się między drzewami, od jadących obwarowane, mnóstwo osób różnego stanu i wieku, ciekawie im się przypatrujących, biegały z wesołemi okrzykami dzieci, kolejno zważając na przechodnich i po drodze zrywając kwiatki. Szli powoli z familiami, w niedzielnym stroju poczciwi rzemieślnicy, swobodnej w dzień świąteczny używając przechadzki, a rozmawiając poufale o interessach swojego handlu, rozpoznawali pomiędzy jadącemi, osoby, których zbytkowi dostarczali, i z westchnieniem te u których znaczne mieli długi.
Inny jeszcze widok czekał Zofią w Łazienkach. Otoczone ze wszech stron brzegi kanału, różnego rodzaju widzami, zdawały się jak bujna łąka kwiatami okryta, którą wiatr powiewa. Spostrzegane zdaleka młode osoby w bieli wśród ciemnych kasztanów, lub gruppy witających się na murawie, świetnie na bal ubra-