Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znaczniejszy od tego którego się po Zofji spodziewał, dostateczniejszym mu się wydawał, do zapłacenia skrycie zaciągnionych a dokuczających długów, i nieco już żałował zbyt wcześnie skojarzonego związku.
Zaczęła się tego domyślać mało babki odstępująca Zofia, spostrzegając łatwo w samotności te wszystkie odcienia. Chcąc więc odżywić gasnącą miłość Adolfa, zezwoliła na naglące prośby babki, i z przyjaciółką od niej wybraną, wyjechała na piękną fetę do Łazienek.
Snuło się i mijało ustawicznie na drodze, w pięknych aleach Ujazdowskich, mnóstwo rozmaitych powozów. Widać było eleganckie pomiędzy niemi karykle, nad któremi unosiły się strojne kapelusze, i powiewne kolorowe pióra, lekko od wiatru kołysane; i poczwórne karety, w których postrojone damy na wpół spuszczonemi zielonemi firankami, zasłaniały się od słońca i kurzu. Przesuwały się modne kocze pięknemi zaprzężone końmi, od zręcznych kierowane żokietów, nad któremi się unosiły, jak chińskie daszki, różnofarbne parasolki. Ordynaryjniejsze doroszki, w których się poufale