Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


scy ludzie na podwojoną pracę, lub szydzili z pomnażających się coraz bardziej chorej pani konceptów i kaprysów.
Leżała w istocie Hrabina na szezlągu, wśród rozmaitych rzemieślników, martwą prawie ręką wskazując im jeszcze różne do poczynienia odmiany. Nadzwyczajna żywość w jej przywitaniu, bystrość wzroku, twarz już nieco strupiała, ustanie wszystkich dotąd doznawanych holów (z czego się mocno cieszyła), wszystko okazywało w niej, zasmuconej Zofji, ostatnie gasnącej lampy odżywiające się płomienie. Znalazła w swoim nowym ozdobnym appartamencie, naprzeciw pokojów Babki, śliczną od niej szlubną suknię i najpiękniejsze od Adolfa wazony kwiatów; po pierwszem jednak przywitaniu, widziała ze smutkiem, iż roztargniony, Adolf pod różnemi pozorami często się z domu Hrabiny oddalał. Próżny i lekkomyślny, długo od swych zwyczajnych w stolicy uciech oderwany, chciwie do nich powracał, i obojętniejszy na wdzięki Zofji, od powzięcia pewności, że się z nią połączy, zaczął odpowiadać łechczącym jego próżność uczuciom, bogatej i młodej rozwiedzionej Leokadyi. Jej majątek nawet,