Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cisz do swego obowiązku i wypełnisz moję wolę.» Wyrzekłszy mocno te słowa, jakby sama siebie o tem przekonać chciała, patrzała Delfina wciąż na nieporuszoną podczas czytania listu twarz Zofji, gryząc wargi przez ten czas, i drżącemi rękami przerywając frandzle od szalika, którym się bawiła. «Matko! — odezwała się nareszcie Zofia, kładąc list na stole, i pierwszy raz przed nią całą moc swego charakteru rozwijając; — nie będę nigdy żoną Wojewody! Nigdy — dodała z lekko szyderskim uśmiechem — nie zaprzedam mej ręki, i nie stawię się w smutnej konieczności, żądania śmierci tego, któremu miłość przysięgnę, i udawania przed zazdrością drugich szczęścia, którego w domowem pożyciu, ani cienia nie będę znajdować! Mam już umysł i charakter wykształcony; myślę, czuję sama przez siebie; mogę więc już wybór uczynić, i o swoim losie stanowić. Wkrótce i w obliczu prawa, do tego usamowolnioną zostanę, a nigdy, przysięgam, nie posiadającemu mego serca, nie oddam mej ręki.» — «Zofio! Zofio! — zawołała ze łkaniem matka, i przechyliwszy się w tył kanapy, zasłoniła sobie twarz rękami, pragnąc ażeby widok jej