Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żalu poruszył córkę — takaż to jest nagroda mego ku tobie przywiązania, szczęścia przezemnie tobie użyczanego, i licznych dla ciebie poniesionych ofiar?... — «Nie wymawiaj mi matko — odpowiedziała w coraz większem uniesieniu, nieposiadająca się już Zofia — twej macierzyńskiej miłości, ani dawanych jej dowodów. Czyż kocha swoje dziecko matka, która dla czczej przystojności, poświęca szczęście a może i cnoty jego? Jakież były twoje, matko, uczynione dla mnie ofiary? Oto, siedząc z upodobania w mieście, wychowując mnie niedbale, wśród próżności i świata, oderwałaś mnie od szanownego ojca, cnotliwych zasad i uczuć, którebym była czerpała wśród rodzicielskiego domu i zgodnie żyjących rodziców.» — «Wyrodna córko! — zawołała zrywając się nagle z kanapy Delfina, i posuwając się ku Zofji z twarzą grożącą całą mocą rodzicielskiego gniewu. — Idź więc za Adolfa, ale oddal się na zawsze z mych oczu! Nigdy twój dom moim domem, twoje szczęście mojem szczęściem nie będzie, i nigdy przywiązane dziecko — dodała z wzrastającym coraz bardziej gniewem, widząc w zaciętem milczeniu trwającą Zofię — ma-