Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


swych myśli porządku — i oświadczyła, iż nikogo innego nie pojmie za męża.» — «Zofia to WPanu powiedziała? — zawołała drżącemi ustami bledniejąca, rozgniewana Delfina, i dzwoniąc gwałtownie, kazała ją natychmiast przywołać do siebie, a patrząc na drzwi z niecierpliwością, nie słuchała tego wszystkiego, co jej przychylnie i z łagodnością mąż przedstawiał.
Weszła nareszcie Zofia, blada, ale żadnego powierzchownie nie okazując pomięszania. «Zofio! — zawołała matka z żywością; — czy to prawda? czy to być może — dodała potem poprawiając nieprzystojny wyraz — abyś ty opierając się mojej woli, ojca za pośrednika między nami używała?» — «Prawda matko — odpowiedziała Zofia, chcąc ją wziąść za rękę, ale Delfina odpychając ją z oburzeniem: — więc WPanna — rzekła jej, z gorzkim wyrzutu przyciskiem — wzywałaś powagi ojca przeciwko mnie, ażeby wymódz zezwolenie małżeństwa, na które nigdy nie przystanę? Oto się trafia przyzwoitsze WPannie zamężcie. Czytaj — dodała, rzucając jej z gniewem list Wojewody — a nie wątpię, że po krótkiem obłąkaniu, wró-