Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


, o wzniosłej niemieckiej literaturze, z którą był bardzo obeznany. Mówił jej potem z uniesieniem o szanownym Fellembergu, u którego kilka lat przepędził. Opisywał jej rozsądny i dobroczynny jego system, majętniejszym nadający prace agronomiczne za rozrywkę, a pracowitym rolnikom, umysłowe zatrudnienie za odpoczynek. Słuchała go Emilia całą swoją duszą. Zastanowiona w krosnach jej igła, wsparty na nich łokieć, zwieszona na ręku głowa, zupełnego jej zajęcia tym przedmiotem, nadeszłemu ojcu dowiodły.
Od dobroczynnych pomysłów, przeszła z łatwością rozmowa do nieboszki Wojewodziny. Umilkła Emilia, powróciła jej ręka do kanwy, a igła do swego szybkiego obrotu, i wkrótce widział ją Władysław w stojącem naprzeciwko zwierciedle, z zalaną łzami twarzą wychodzącą szybko do ogrodu. «Nie dziwuj się, Panie Wieniecki — rzekł czule za nią spoglądający ojciec — mocnej chęci Emilji, utajenia nam zbyt żywego uczucia. Tyle mi obmierzła — dodał z przytłumionem westchnieniem — udana jej płci czułość, lub próżność któremi się zdobią, iż od najmłodszych lat, wymogłem od