Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sobność mu odjął. Zapomniał o wszystkiem, i pozostał na swojem miejscu, jak pod urokiem czarownego snu, przypatrując się z zachwyceniem, wdzięcznej sielanki obrazom, które się jego oczom przedstawiły; gdy tymczasem Małgosia z mężem, pożegnawszy go w mniemaniu, iż niebawnie odjedzie, poszła przyjąć swoję Panię.
Zajechała ładna kariolka. Siedziała w niej podeszła dama, i w znajomym już płaszczyku i kapeluszu ubrana Emilia, zręcznie i z wesołością, kierująca cugle biegnących swych koników. Różnofarbny w pasy, dla chłodu rannego, na jej szyj zarzucony szalik, igrając z wiatrem, jak tęcza koło niej się unosił. Oddała cugle stangretowi, i wyskakując lekko, ostrożnie potem z Łukaszem, wysiadającej ciotce rękę podała. Weszli do domku. Tam Pani Mielińska usiadła w otwartem oknie przed stolikiem, na którym Łukasz położył przywiezione świeżo z poczty listy i gazety. Emilia wyszedłszy na moment z Małgosią, zrzuciła płaszczyk, szal i kapelusz, i widział ją wkrótce Władysław, wracającą w wiejskiem nieco zagranicznem ubra-