Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niu, ale wygodnem, nader wdzięcznem, i do Milina zupełnie zastósowanem. Zaczęła wnet z Małgosią wszystko zwiedzać, drób zwoływać i karmić. Wyprowadzono z obory faworytkę jej tyrolkę, którą zabierała się doić w bielutki skopek chodująca ją Czeszka, a której pieszcząca się z nią Emilia, włożyła na szyję jako królowej swej trzódki, wieniec z kwiatów ze srebrnym dzwonkiem.
Krzątały się potem Emilia z Małgosią, około śniadania dla ojca. Postawiły stół przed domem, nakryły, i przynosiły kolejno czary z poziomkami i śmietaną, dzbanek ze świeżo dojonem mlekiem, i nareszcie posilniejszą na tacy kawę, w machince, którą Emilia (jak zwykle) dla ojca starannie robić zaczęła.
Nadszedł wkrótce i Pan Sławiński, lubiący się z rana przechadzać. Wybiegła naprzeciw niego, z najtkliwszem uczuciem radości Emilia, ofiarując mu na wiązanie, widok swego szczęścia. Przyszła do nich i Pani Mielińska, zasiedli razem około stołu, częstowała ich Emilia jak najuprzejmiej, swojem śniadaniem. Nastąpiła interessująca między Panem Sławińskim a siostrą rozprawa o Grekach, których sława