Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gret ustrojony, jako i stojący jak niedźwiedź za powozem lokaj, w nową liberyą, suto szychowemi galonami uszamerowaną. Sam Pan Szambelan nizki, tłusty, zyzem patrzał, głośno mówił, jeszcze głośniej pluł, i szastał się na wszystkie strony. Chęć, którą często okazywał, poprawiania wąsów i pasa, dowodziła, iż nie dawno narodowy strój na francuzki zamienił. Gadał dużo, i w ciągu przedłużonych pierwszych odwiedzin, podczas których mocno znudził Władysława; wychwalał bardzo Pana Rzegotę, z szyderskiem politowaniem wzmiankując «o jego poprzedniku, u którego nigdy — mówił ze wzgardą — nie pękła dla gościa ani buteleczka starego węgrzyna, i który miał tak mało ambicyi, iż swoje dzieci do wiejskiej szkółki posyłał. To też — rzekł — nie umiawszy sobie zrobić ani majątku, ani przyjacioł, żyje teraz nędznie, nie daleko ztąd, na małej swej cząstce ze starym dawnej szkółki Brzoznowskiej nauczycielem, którego jeszcze utrzymuje.» — Zaczął się wypytywać nieznacznie Władysław, gadatliwego Szambelana, o miejsce ich pobytu, i dokładnie dowiedziawszy się z ukontentowaniem, jak do nich trafić, zezwo-