Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lił już chętniej na czynioną mu z naleganiem przez Pana Szambelana propozycyą, przyjęcia u niego nazajutrz przyjacielskiego obiadku, na dokończenie rozpoczętego jeszcze z Wojewodziną granicznego interessu.
Wyjechał nareszcie Pan Szambelan, a Władysław użył z przyjemnością reszty wieczora, na napisanie uprzejmego listu do dawnego rządcy Brzoznowa, upraszając o powrót do siebie, razem z poczciwym staruszkiem, któremu dawał przytułek, i zalecił swemu kamerdynerowi odesłanie niebawne tych listów przez umyślnego, zostawując go w zadziwieniu, iż list tak skromny podpis mający, mógł być tak ważnym.
«Matulu! matulu! — zawołał nazajutrz rano, wpadając do Pani ekonomowej złośliwie ucieszony Bonuś — wypędziłem z ogrodu Kasię starej Franczukowej, która tam miętę zbierała, a którą tatunio wczoraj wyłajał, gdy szła skarżyć do dworu.» — «Dobrześ zrobił — odpowiedziała mu krzątająca się koło gospodarstwa matka. — A to zkąd hultaju! — dodała później, widząc go łapiącego w gębę, rzucane przez siebie na powietrze wiśnie. — To pewno z tego