Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chłopa co ubyło, lub Pan, przestał być panem. Ale wiem ja, kto mi tego piwa nawarzył; pewno to, ta stara czarownica Panna Kunegunda, z którą się wasze powadziłaś, przy odprawianiu starej Wojciechowej, piastunki Pańskiej. Zawsze się tak smutno kończą wasze babskie fochy!»
Byłby jeszcze dłużej mówił rozżalony Pan ekonom, lecz rozjendyczona z dwoma pięściami naprzód postępująca ku niemu jego Jejmość, rozpuszczając znany mu dobrze szybko pytlujący język, ze zwykłą wymyślań litanią, do cofnięcia się w zaczepce go przymusiła. Ruszył ramionami Pan Rzegota, zatkał czapką uszy, wyszedł z izby, i trzasnąwszy drzwiami, zaczął mruczyć pod nosem: iż żaden kołowrót językowi złośliwej kobiety, w swym hałaśliwym obrocie nie wyrówna.
Władysław jednak, którego z ukontentowaniem widział stary Tomasz, z apetytem po długiej przejażdżce jedzącego obiad, zabierał się jechać do Milina, kiedy niespodziewanie nadjeżdżający gość, na inny raz tę przyjemność odłożyć przymusił. Był to ten sam Pan Szambelan, o którym stary Tomasz w wigilią spo-