Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


opiera namowom dwóch drugich pijanych, którzy go do karczmy ciągnąc, chcą przedłużyć burdę. Przerecytowałam to Panu jak lekcyą — dodała z ukontentoweniem Wojciechowa — gdyż to po swojej Pannie często Małgosia powtarzała. Niech też Pan nie odmówi — rzekła, kłaniając mu się do nóg — odwiedzić ją kiedy w Milinie. To nie daleko, tu zaraz za łąką» — dodała, wskazując drogę wychodzącemu Władysławowi, który szczerze za to uwiadomienie dziękując, oddalił się szybko, włożywszy jej w rękę dwa dukaty, na piękną dla Małgosi chustkę.
Tymczasem przerażony Pan Rzegota, wracał małym truchtem do domu, i wchodząc rzucił przed żonę na stół, czapkę i zwykłe swoje berło. «Już po nas, moja Jejmość — rzekł jej w rozpaczy — mamy Pana który się na wszystkiem zna, o wszystko się pyta, i sam przez siebie chce o wszystkiem wiedzieć. Skończyło się nasze panowanie; a do tego, ani dotknąć człowieka nie pozwala. Schwytanie naszego bydła w szkodzie, za kryminał nawet uważa, jakby dla tego, że w zbożu pańskiem i gromadzkiem troszkę się podpasie,