Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


«Nie dosyć to — mówiła, rozwijając go i pokazując: — iż poczciwa panienka, słuchając dzieci katechizmu w szkółce, tłomaczyła im przykazania miłości bliźniego, ucząc jak się należy drugim dopomagać w pracy, na starszych nie wyrzekać, bydła w szkodę nie wpuszczać, o chorych i dzieciach pozostałych w domu podczas żniw pamiętać, nawet i zwierzętom jako stworzeniom Boskim bez potrzeby nie dokuczać; (Pani Wojewodzina ją tego nauczyła) ale oto wymalowała jeszcze, dla modlącej się zawsze bez uwagi Małgosi, te obrazki które jak Pan widzi, są wytłomaczeniem pacierza. Oto widzi Pan, na pierwszym, wstają wszyscy w chałupie; chory tylko staruszek leży w łóżku. Klęczą przy nim dzieci, i składająca rączki swego dziecka, wnuczka jego, modlą się razem do wspólnego niebieskiego Ojca, poświęcając początek dnia, wzywaniem Jego imienia, i prosząc o pożywienie, zabierają się pełnić najlepiej wolą Jego, idąc do przeznaczonych sobie obowiązków. Na drugim zaś obrazku, drugą połowę modlitwy Pańskiej zawierającym, przebacza gospodarz sąsiadowi, który go po pijanemu obraził, i usilnie się