Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tała; a zmiatając starannie fartuchem, ławkę pod piecem, nie daleko od świeżo po gotowaniu wybielonego komina stojącą, z uszanowaniem go na niej posadziła. Żałowała tylko niezmiernie, że się minął z Małgosią, która nie dawno od niej wyszła, przypominając mu oraz, jak mu niegdyś smakowały robione przez nią mądrzyki, po naukę których córka teraz do niej przychodziła. Zaczęła mu potem gadać, z dumą właściwą matce, o dobrem córki wychowaniu i korzystnem jej małżeństwie; «jej mąż, — mówiła pysznie poprawiając sobie czepka, — jest teraz Podstarościm w Milinie, nowym folwarczku, dla Panny Emilji wybudowanym, zupełnie w zagranicznym sposobie, pod dozorem Pana Guwernera Niemca» (gdyż tak Pana Hoffel nazywała poczciwa Wojciechowa). Szerzyła się następnie nad pochwałami dobrodziejki swej Małgosi, przypominając z upodobaniem podjęte przez Emilkę koło niej starania, i dawniej jeszcze przez nią udzielane jej w szkółce nauki.
Widząc nawet, ile ta rozmowa zajmowała Władysława, wyjęła z radością ze skrzynki, mały sexternik starannie w chustkę obwinięty.