Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cie stał zegar z kukawką; na ścianach wisiały kopersztychy historyrą syna marnotrawnego wyobrażające, a nad drzwiami, z jednej strony rózga na Bonusia na niebieskiej wstążce, a z drugiej, duży batóg znak ekonomskiej godności, który jako najwłaściwsze jej godło, zawsze co wieczór figurować tam wracał.
Nadszedł nareszcie toczący się, wymyślając wszędzie po drodze, Pan Rzegota, i dopadłszy rączego dodjezdka, wkrótce, dobrym truchtem już opodal jadącego, dogonił Władysława. Objechali łąki, las i pola; byli aż u kopców, przy sypaniu których dawniej, jak mówią: starsi wino spijali, a młodszym w skórę dawano.
Pytał się Władysław o wszystko Pana Rzegoty, w niczem swego zdania, podług danych od Cześnika przestróg, nie wyjawiając. Tylko wracając do wsi, kazał mu wypędzić pasące się spokojnie w pańskiem i chłopskiem zbożu jego bydło, które śpiący przy nich pastuszek, zdawało się że przywykł tam wypędzać, i wstrzymując odgrażającego się batogiem go obudzić Pana ekonoma, rzekł mu z niejaką surowością: «Źle się zaradza Mospanie karą, tam gdzie się przestróg zanie-