Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dbało; a właściwiej się mi zdaje, tem hańbiącem narzędziem prowadzić bezrozumne zwierzęta, niż równych nam ludzi; nad którymi, — dodał, widząc twarz Pana Rzegoty od oburzonej szlacheckiej krwi mocno zarumienioną — wyższość naszą, dobroczynną tylko opieką i ciągłem usiłowaniem prowadzenia ich do naszej oświaty, okazywać powinniśmy. Bywaj WPan zdrów.» To mówiąc pożegnał go Władysław, i wjechał do wsi.
Ze smutkiem wszędzie widział oznaki nędzy i opuszczone chałupy przez dawnych gospodarzy, których oddalenie się, skutkiem tylko miało być (jak mówił Pan ekonom) zbytniej dawnej wolności. Nic to nie miało szkodzić, utrzymywał on, dobru pańskiemu; ponieważ lepiej mieć mniej gospodarzy a powolniejszych, i nawet ogólnie mniej zamożnych, gdy nędza najlepiej pokornym czyni. Dalekie od tych mniemań były pełne ludzkości Władysława zamiary. Wyrok Pana ekonoma zapadł w jego myśli po usłyszeniu tych zasad, i kończąc swą objażdżkę, odwiedził jeszcze szanownego Plebana, u którego poznał Pana Hoffel, pokostującego ostatni swój obraz Świętego Izydora oracza,