Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szpilkami, granatki, różne sygneciki i pierścionki w oczka, Panny Kunegundy. Przy kominku, stała kanapka z stołeczkiem pod nogi, przed okrągłym stoliczkiem, a na nim koszyk, zieloną kitajką podszyty, z robotą Panny Kunegundy; okulary w czerwonym futerale; klapka od much, duża w czarną skórkę oprawna ze srebrną klamrą do nabożeństwa książka, i długa kokosowa z srebrnym także mentalikiem koronka.
Sprzątnęła to wszystko szybko Panna Kunegunda, stawiając na stoliku przed Władysławem dużą blaszaną tacę, z wymalowaną na niej pasącą baranki, ubraną na rogówce pasterką. Przekonawszy się Panna Kunegunda, iż Władysław nie odróżnia się od ojca, i znajduje równie wyborny przez nią sporządzony likwor, zaczęła z najpłynniejszą wymową (w tej mierze, jak się zdawało, oddawna wyćwiczoną) odpowiadać na różne przez niego czynione zapytania, względem zaniedbanych dobroczynnych nieboszki jej Pani zakładów. «Mogę ja to Panu wszystko najlepiej powiedzieć, — rzekła szybko z niejaką dumą: — Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi. Miał swoje widoki w tych wszy-