Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziej wiekiem przyciśniona, nie na wiele się już w domu przydam, chociaż się jeszcze kręcę i zrzędzę, póki mogę!»
Zaspokoił czule poczciwą staruszkę; rozrzewniony Władysław. Rozweseliła się, i zaczęła przypominać, jak w dzieciństwie chowała mu ciasteczka na podwieczorek, i otrzymała raz od ojca przebaczenie za stłuczenie szyby piłką, najmocniej prosząc, ażeby z małej izdebki, w której go przyjęła i gdzie była apteczka jej zarządowi powierzona, raczył przejść do zamieszkanego od czterdziestu lat przez nią pokoiku. Chciała go albowiem poczęstować, wyborną, na francuzkiej wódce przepędzaną pomarańczówką, którą jego ojciec zawsze zwykł u niej pijać, jadąc z Panem Wojewodą do gospodarstwa, albo na polowanie.
Nie miał serca tego odmówić Władysław gościnnej staruszce, która posadziwszy go na kanapie, zaczęła się krzątać z kluczykami, dla wyszukania flaszki z wódką, smażonego tataraku, toruńskiego piernika, i śliwek na rożenkach.
Przez ten czas Władysław, miał sposobność przypatrzyć się jej pokojowi. Był on