Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trawą zarastać brukowany dziedziniec. Wyszedł wnet przeciw niemu, w zielonej kapocie, czarnym pasie, który ciągle nosił od śmierci swojej Pani, z siwą jak gołąb głową, i z dzwoniącym w drżącem ręku pękiem kluczy, stary szafarz Tomasz, tymczasowy murgrabia pałacu, który niegdyś Władysława na swojem ręku piastował. Nadbiegł także z drugiej strony zadyszany, jak rydz czerwony, z batogiem w ręku, ściskając za stopy, otyły Pan Rzegota ekonom; który chcąc pierwszy powitać Jaśnie Wielmożnego Pana, dumnie staremu Tomaszowi nakazywał, iść przed sobą i do pańskich otworzyć pokoi. — Z żywością mu odpowiedział Władysław, przyjacielską ku staremu Tomaszowi wyciągając rękę: iż zmęczony po podróży, chce zostać tego wieczora sam na sam, ze swoim dawnym przyjacielem.
Potrząsając głową, zawstydzony Pan Rzegota, wrócił do swojej małżonki, która z pośpiechem posłała do pałacu kurczęta ze śmietaną i kawę kamerdynerowi Władysława, dla pozyskania przy jego życzliwości, łaskawego ucha pańskiego. Na ustawiczne atoli o nowego Pana zapytania, tę tylko od męża odbierała