Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ZOFIA I EMILIA.

Tego samego dnia, którego opuścił Cześnika, stanął wieczorem Władysław w Brzoznowie. Zachodziło już słońce; wracało zewsząd i stawało przed chałupami wiejskie bydełko, szukające poddasza i pragnące nocnego spoczynku. Trzaskał tryumfalnie z bicza, wjeżdżając do włości swego Pana, stangret Władysława; a jego serce mocniej bić zaczęło, na widok gęstych dymów unoszących się z mieszkań tylu pracowitych kmiotków, których ojcem być pragnął. Zastanowiły się jego oczy z rozrzewnieniem, spostrzegając wznoszący się z daleka pałac Brzoznowski, którego okna ostatnie promienie słoneczne złociły.
Wjechał ze smutkiem na zaczynający już