Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


odpowiedź: iż wcale nie ma miny Pana, na ludziach się nie zna, i szlacheckiej krwi szanować nie umie.
Tymczasem, miarkując swój chód do wolnego kroku podeszłego szafarza, przechodził Władysław wielkie schody kamienne, po których stary Tomasz obtarłszy bóty, i na palcach, jakby jeszcze Pani żyła wchodząc, wprowadził Władysława do pokoi niegdyś przez nieboszkę Wojewodzinę zamieszkałych.
Przeszli przez wielką salę jadalną marmurem wyłożoną, portretami familijnemi ozdobioną, i obszerny pokój bawialny, zielonym adamaszkiem wybity. Stało tam jeszcze duże na kółkach krzesło Wojewodziny, na stoliku jej szkatułka do dryzlowania, a przy niej srebrny dzwonek. Zbliżali się do drzwi jej sypialnego pokoju, ale klucz w zamku od starego Tomasza nieśmiało obracany, nie zdawał się właściwym do otworzenia; gdy nareszcie przywoławszy na pomoc Władysława, odwrócił poczciwy starzec twarz zalaną łzami, te ciche wyrzekłszy słowa: «tu umarła nasza Pani!» Niechcąc odnowić jego żalu, rozczulony Władysław, oświadczył mu: iż nie życząc sobie