Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wesoło z dwoma drugiemi po krzyżyki biegła. Życząc ją poznać (to imie Emilji podwoiło jego w tej mierze ciekawość) poszedł Władysław za niemi. Zastał je już w sklepie. Dama w wieku z młodą osobą będąca, siedziała na krześle, i doradzała łagodnie drugim dwóm, z natarczywą szczebiotliwością wymagającym od kupca rozwinięcia wszystkich towarów; gdy tymczasem długo w nich przerzucając, mało co kupowały. Młoda zaś osoba, w czarnym płaszczyku, spokojnie u siedzącego przed sklepem galanternika krzyżyk oglądała, i z prostotą mało się targując, na liczne jego przysięgi i zaklęcia, żądaną zapłaciła cenę. Już ucieszony Żydek pomyślnym targiem, o połowę taniej, więcej jeszcze krzyżyków sprzedać przyrzekał, twierdząc iż są w podlejszym gatunku, gdy zbliżająca się biedna kobieta, ciemne za sobą dziecko prowadząca, całą jej uwagę na siebie zwróciła. Chwytało biedne dziecię z uśmiechem, jakby w ciuciubabkę grając, podawany sobie przez litościwą przekupkę obwarzanek, niepewną mijając go rączką. Tak młoda kaleka, i owa wesołość niebaczna dziecinnego wieku na tak wielkie nieszczęście, żywo przejęły młodą