Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

wiek, który nie mógł przecie zapoznawać majestatu przyrody, głosić począł głupkowato tryumf swój z powodu licznych zdobyczy uzyskanych na pierwiastkach tejże przyrody. To też w chwili właśnie, gdy popisywać się zaczął podbojami swymi, udając Boga, ogarniać go zaczęło dziecinne zniedołężnienie. Jak to było do przewidzenia, od początku choroby ludzkość zarażoną została rozmaitymi systemami, wikłając się coraz bardziej w uogólnieniach. Wśród innych dziwacznych pojęć, myśl o ogólnem zrównaniu zyskiwała coraz więcej zwolenników. Czyniono szalone wysiłki dla zaprowadzenia powszechnej demokracyi i to w obliczu Boga i analogii, wbrew wysokiemu i zbawczemu prawu stopniowania, które przenika wszystkie rzeczy na ziemi i w niebie. Choroba ta była koniecznem następstwem pierwotnego zła, to jest nauki, człowiek nie mógł być jednocześnie uczonym i podległym.
Wznosiły się więc niezliczone miasta, olbrzymie i zadymione. Zielone liście kurczyły się pod gorącem tchnieniem kominów fabrycznych, a piękne oblicze przyrody zniekształconem zostało jakby pod wpływem wstrętnej jakiejś choroby. Zdawałoby się słodka Uno, że już wtedy stłumione lecz istniejące w nas poczucie, że wszystko to jest wymuszone i za daleko posunięte, powinno nas było powstrzymać. Ale skażenie naszego smaku, a raczej zatracenie takowego, gdyż nie uprawiano go wcale w szkołach, stało się