Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

duch poetycki wyprzedzając kroczącą po omacku filozofię, odnajdywał w mistycznej paraboli drzewa wiadomości i zakazanego owocu rodzącego śmierć, jasną przestrogę, iż wiedza nie jest dobrą dla człowieka w czasie małoletności jego duszy. Ludzie ci, to jest poeci, żyjący i umierający wśród pogardy utylitarystów, przywłaszczających sobie z brutalną pedanteryą miano należne jedynie tym pogardzonym, poeci mówię, skierowali marzenia swe i mądre tęsknoty ku owym dawnym dniom, w których potrzeby nasze były tak proste, a radości tak przejmujące, w których uczucie szczęścia było tak uroczyste i głębokie, iż nie znano wcale wyrazu wesołość. I szły te ich tęsknoty ku owym świętym, błogim i dostojnym dniom, w których rzeki lazurowe płynęły wezbranem korytem, wśród wzgórz nietkniętych, zagłębiając się w samotną dal dziewiczych borów, wonnych, pierwotnych, nienaruszonych.
Wszelako szlachetne te wyjątki z pośród ogólnego zaślepienia, przyczyniały się protestem swym do tem większego wzmożenia powszechnej ciemnoty. Wstąpiliśmy niestety w najgorszy okres naszego istnienia. Wielki ruch, tak brzmiało hasło epoki, wielki ruch, postępował wciąż, wywołując chorobliwe zaburzenia, moralne i fizyczne. Sztuki, a raczej sztuczność wyniesioną została na najwyższe stanowisko, a raz utrwalona na swym tronie, zarzuciła pęta na rozum, który ją na nim umieścił. Czło-