Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niebezpiecznej gorączki, która mnie zatrzymała w łóżku przez kilka długich tygodni. Zapytanie moje było pierwszem słowem, które wymówiłem od czasu powrotu do rozumu, do zdrowia, jednem słowem — do życia. Pozostaje już tylko do opowiedzenia jeden z najstraszliwszych ustępów mojej młodości. Wtedy przekonasz się, Lotarze, że to nie jest żadne przywidzenie z mej strony, ale że istotnie coś wyrocznego zwiesza ponad mojem życiem tę zasłonę chmur złowróżbnych, której może nie zdołam przedrzeć do śmierci.
Koppelius nie pokazał się więcej. Mówiono, że się wyniósł z miasta.
Tak upłynął z rok może. Pewnego wieczora, siedzieliśmy po dawnemu wokoło stołu. Ojciec był bardzo ożywiony i opowiadał rozmaite zajmujące szczegóły z podróży, które był odbył w młodości. W tem uderzyła dziewiąta. Znagła, drzwi od ulicy skrzypnęły na zawiasach, i wkrótce ktoś po schodach iść zaczął krokiem ciężkim i powolnym.
— To Koppelius! — szepnęła matka blednąc.