Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zdaniem: „Ten, który mnie wybierze, będzie miał więcej niż się spodziewa“. Czy spodziewałem się kiedy, że panna Albertyna zgodzi się oddać mi rękę? Czy raczej nie wyrzekłem się przeszłości? czyż nie rzuciłem się do stawu? Dalej, oto moja pociecha, oto moje szczęście: wybieram skrzynkę srebrną.
Albertyna powstała, by podać sekretarzowi mały kluczyk, którym ten otworzył skrzynkę. Ale jakież było jego przerażenie, gdy zamiast obrazu Albertyny, ujrzał tylko książkę, oprawną w pergamin, na którym znajdował się napis taki:

Chociażbyś popełnił błąd,
Wielką radość zyskasz stąd.
Dobrze wybrał tu twój sąd:
Ignorantiam strącasz w kąt,
W sapientiae wnikasz prąd.

— O wielki Boże, — zawołał Tussman, — książka! a nawet nie książka — to biały papier. Żegnaj mi, wszystka nadziejo. O nieszczęsny sekretarzu! Dalej, koniec twój nadszedł! Wracajmy do sadzawki.
Tussman chciał się oddalić. Leonard go zatrzymał i rzecze:
— Jesteś nierozsądny. Żaden skarb na świecie nie może mieć dla ciebie większej