Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W południe salę otwarto i spostrzeżono stół pokryty pięknie haftowanym dywanem, a na nim trzy skrzynki.
Pierwsza była złota: na pokrywie był wieniec z dukatów, a we środku napis:
„Ten, co mnie wybierze, będzie miał szczęście podług pragnienia swej duszy“.
Druga skrzynka była srebrna; czytano na pokrywie te słowa w literach obcych:
„Ten, który mnie wybierze będzie miał więcej, niż się spodziewa“.
Trzecia skrzynka była z cyzelowanej kości słoniowej i miała te słowa:
„Ten, który mnie wybierze, będzie miał szczęście, o jakiem marzył“.
Albertyna siadła za stołem na fotelu. Radca umieścił się koło niej. Manasse i złotnik cofnęli się w głąb sali.
Ponieważ los postanowił, że Tussman miał wybierać pierwszy, jego dwaj rywale wyszli do izby sąsiedniej.
Sekretarz zbliżył się do stołu, przyglądał się po kolei wszystkim napisom. Wkrótce go nęcić zaczęły najwięcej osobliwe litery na skrzynce srebrnej.
— Ojcze niebieski — zawołał z entuzyazmem, — co za piękne pismo arabskie! I jak dobrze się łączy z tem łacińskiem